Chłodna jest pierwsza dekada maja tego roku. Pojawił się sondaż przeprowadzony przez Eurobarometr dotyczący zaufania do Unii wśród społeczeństw państw członków UE. W Polsce brak zaufania deklaruje 38% respondentów, ufa ponad połowa – 55%.
63% Polek i Polaków uważa, że w przyszłości UE będzie podejmować słuszne decyzje.
W Polsce jedynie 31% ludzi potwierdza, że szczepienia powinny teraz być priorytetem UE. To jeden z najniższych wyników w Europie.
W Polsce zaufanie do Unii spadło w porównaniu z poprzednimi sondażami. W Europie (średnio w 27 krajach) jest odwrotnie – wzrosło o 6%.
Działania władz w Polsce są oceniane przez nas o wiele gorzej. Z tego, co robi rząd zadowolonych jest 36% a niezadowolonych 61%. 55% źle i bardzo źle ocenia poziom demokracji w państwie. Około 40% uznaje media publiczne za wiarygodne.
Ciekawe byłoby, co współcześnie ludzie odpowiedzieliby na pytanie, czy ufają komukolwiek i/lub czemukolwiek? Zapewne głosy by się „rozbiły” wzajemnie znosząc i jedynie wojsko (jeżeli już), jak zwykle było „powszechnie” uznane za godne zaufania. Pewnie dlatego, że „przeciętny człowiek” zna je jedynie z amerykańskich filmów.
Gdy spojrzymy zaś na „różne” sondaże na temat „różnych” opinii o „różnych” sprawach to nawet powierzchowna analiza wskazuje, że „nie da się” ich ze sobą pogodzić i powstaje prawdziwa kakofonia wykluczających się, często sprzecznych opinii. Politycy zaś i spece „od narracji” (marketingu politycznego) niezmiennie, wydaje się, ufają jedynie sondażom.
Nie ufamy sobie wzajemnie, nie ufamy instytucjom, nauce, wiedzy, kościołom, politykom, mediom, rządom, informacjom podawanym oficjalnie i/lub nieoficjalnie, internetowi, wyszukiwarce googla, „znajomym” na Facebooku, nieznajomym na ulicy, biskupom, sędziom, policjantom, lekarzom, prognozom pogody, nauczycielom, sprzedawcom samochodów, bankom, „bezpiecznym przystaniom”, zabobonom, tradycji, wróżbom, obalamy lub tworzymy mity, w które tyle samo ludzi wierzy, co nie wierzy. Mam wątpliwości, czy ufamy sobie samym. Dobrze to czy źle?
Przeciwnicy liberalizmu powiedzą, że to efekt propagowania wolności jednostki jako wartości nadrzędnej. W wolności widzą anarchię i skrajny indywidualizm. Krytycy konserwatyzmu powiedzą, że jest to wynikiem uwolnienia się od krępujących, narzuconych norm utrwalających dominację jednych nad drugimi. Widzą w konserwatyzmie i instytucji kościoła autorytaryzm i zniewolenie. Jedni nazwą to efektem „postmodernizmu” inni będą oczekiwać na „efekt motyla” lub „bunt mas”, jak z filmu Joker, inni widzą w tym groźną dla zastanego porządku „niekontrolowaną” emancypację, jeszcze inni (kognitywiści), że wszystko zmierza ku „lepszemu” dzięki „inteligentnej ewolucji”. Większość odpowie, że „wszystko jest na sprzedaż” i liberalizm i konserwatyzm, wolność i tradycja, twarz, rozum i ciało. „Jak żyć, panie premierze?” – zapytał kilka lat temu Donalda Tuska plantator papryki. „Jak to ogarnąć?” – Donald powinien odpowiedzieć pytaniem na pytanie, gdyby polityk miał ten komfort, że może tak zapytać…
A co ja na to? Odpowiem słowami Miłosza z motta z mojego bloga:
„Na miejscu młodych poetów
(miejscu wysokim, cokolwiek sądzi pokolenie)
wolałbym nie mówić, że ziemia jest snem wariata,
bajką niemądrą, pełną wrzasku i furii. (…)”