26.11.2021. / Dwa sny

(Jan Peszek, foto: Facebook)

Wczoraj minęło równo 54 lata od premiery „Dziadów” Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym w Warszawie.

Jan Peszek powiedział (komentując dwa spektakle, ten sprzed lat zdjęty z afisza decyzją partii Gomułki, co przyniosło wydarzenia marcowe 68 roku, które aktor pamięta i ten ostatni, też listopadowy, ale sprzed tygodnia, z Teatru Słowackiego w Krakowie, w którym wcielił się w postać Senatora, groteskowego aparatczyka, despoty i tyrana, jak przeczytałem w jednej z recenzji, z rewolucyjnie współczesną kreacją Konrada-kobiety w „Dziadach” Mai Kleczewskiej), że w Polsce od lat bijemy się o dwa sny, „nasz” i „ich”.

Jedna Polską śni sen o bohaterstwie i cierpieniu, druga – o wspaniałym życiu. A tymczasem stoimy nad przepaścią” – mówi Jan Peszek w rozmowie z Dawidem Karpiukiem, który czytałem w e-teatr.

https://e-teatr.pl/kolejny-koniec-swiata-16967?fbclid=IwAR2TGhly1vpMAoWY1QWpHI3YRcRoUSNXSA1BfbjbRH_CLIORe8o3vsxfEZs

Jeden sen to wyobrażenie o Polsce jak z serialu w TVN; kolorowej, zasobnej, europejskiej, liberalnej wolnych ludzi w wolnym świecie a drugi, posłuszny administrowanej świętości kościoła i narodowym mitom to sen o „wielkości i wyjątkowości” cierpiących, wiecznie pokrzywdzonych.

Nie będę pisał o „Dziadach” Kleczewskiej, bo nie miałem jeszcze okazji obejrzeć tej inscenizacji. Nie ma biletów, wszystkie zostały wykupione do drugiej połowy stycznia po nacjonalistyczno religijnym ataku władzy na przekazywane w nim treści. (Teatr zaplanował tylko kilka spektaklów w grudniu, podobno ma się to zmienić.) Ciekawe czy zdążę, bo jeżeli historia „lubi się” powtarzać być może „obrońcy wiary i swojej pozycji” zdejmą go z afisza pod jakimś pretekstem, ale póki co, chciałem spojrzeć swoimi oczami na przywołane przez Jana Peszka dwa polskie sny, te „ich” i „nasze”. Nie tyle jakie one są, ale co z nimi się dzieje na jawie.

Niektórzy ludzie, nie jest ich wiele, ale nie zmniejsza to wagi ich opinii, uważają, że nie ma w tym nic dziwnego, że jedni myślą tak a inni inaczej, że to jest właśnie „prawdziwa” polityka, bo dla różnych ludzi różne rzeczy są najważniejsze. Mimo swojej prostoty i „oczywistości” (a może właśnie dlatego?) to jest bardzo ważna konstatacja. Nie dziwi też, że te różniące się sny/marzenia w realnym świecie eksterioryzują się na wielu polach, w zbiorowych i indywidualnych relacjach. Z tym nauczyliśmy się żyć. Ale gdy wchodzi to na poziom polityki, relacji władza – społeczeństwo – jednostka nie potrafimy sobie poradzić z tą „naturalną”, wydaje się, różnorodnością. Jedni winią za ten stan podniecenia i wojny nasz brak doświadczenia demokratycznego, historyczne uwarunkowania, brak szacunku do prawa, które nie pozwoliły nam nabyć koniecznych kompetencji, by różne sny nie zakłócały nam biegu dnia.

Inni (tych jest najwięcej) uważają, że to wszystko to „bullshit”, tischnerowskie „gówno prawda”. To władza (elity) narzucają punkt widzenia, manipulują ludźmi w różny wyrafinowany sposób, by zdobyć przywileje i najwyższą pozycję w społeczeństwie. Że polityka to tak naprawdę jest „fabryką słów i emocji” stąd te sny, wojny, pozorne kompromisy… Chodzi o władzę a właściwie o jej atrybuty; pozycje i pieniądze a „nasze” i „ich” sny są produktem a nie autonomiczną własnością. Gdy taka lub taki zdobędzie choć część władzy używa się wtedy eufemizmu „cyniczny”.

Są też tacy (tych też jest sporo, często rwą się do polityki lub bitki/kłótni), którzy uważają, że ich sen jest jawą i każde jego zakłócenie przyjmują jako atak na siebie i w tak zwanej „samoobronie” atakują pierwsi. Przybiera to różne formy. Od wyrafinowanego kamuflażu, co wymaga erudycji i codziennej inteligencji po chamski napad, rozbój w biały dzień. Atmosfera walki i wojny udziela się wtedy powszechnie. Nikt nie czuje się bezpiecznie, bo większość wie, że w czasie wojen giną cywile i albo chowają się gdzieś w piwnicach albo wolą walczyć w obronie snów niż dostać „po łbie” za nic. Najpierw cierpią najsłabsi. Mniejszości, które w tej polsko-polskiej wojnie o sny nie mogą się odnaleźć i stają się „kozłami ofiarnymi”, obcymi, którzy są winni wszystkiemu.

Pamiętajmy, że Dejmek wystawił nasz „arcydramat”, krew z krwi polskiego zniewalającego kolejne pokolenia romantyzmu – „Dziady” w Teatrze Narodowym i Gomułka uznał, że to narusza jego władzę i sojusz z sowietami, więc zamknął przedstawienie, co sprowokowało „komandosów” i studentów do protestów, które Moczar z Gomułką brutalnie zgasił i w efekcie, by rzucić „ludowi na pożarcie” wygnał polskie rodziny żydowskie z kraju. Odjeżdżali między innymi z Dworca Gdańskiego żegnani ze łzami w oczach przez nielicznych przyjaciół.

Jan Peszek kończy rozmowę tak:

„Dziady” mogą być lustrem, w którym zobaczymy, jacy jesteśmy naprawdę. Maja Kleczewska pyta na próbach: „Czy ten naród jest w stanie zaśpiewać pieśń szczęśliwą?”. Nie wiem. Ale jeśli uporczywie będziemy śnili sny o cierpieniu i bohaterstwie albo o wspaniałym, sztucznym życiu, to na zawsze pozostaniemy w tej mgle, w uśpieniu. W naszej specjalności: chocholim tańcu. Ludzie wokół nas będą cierpieć, tak jak dziś ludzie umierają na granicy, świat wokół nas będzie się przemieniał, a my będziemy śnili nasz sen. Będziemy pędzić w przepaść jak stado bawołów, nie myśląc o cenie. I potem znów powiemy sobie z dna przepaści: cóż to za szczęście cierpieć.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s