03.03.2022. / Kazimierz Wóycicki – Wielka Ruś kontra Mała Ruś

foto: Petersburg, 24.02.2022.

Oczywiście nie wiem jak silne będą w Rosji protesty społeczne wobec wojny z Ukrainą i czy Putin łatwo sobie z nimi poradzi ale wydaje mi się, że mają one bardzo poważne, wielowymiarowe podłoże. Między innymi jest to głębokie, niełatwe do zmierzenia historyczne znaczenie Kijowa i Małej Rusi jako źródła państwowości trwale obecne w rosyjskiej i ukraińskiej historiografii. Wydaje mi się, że trudno zrozumieć ludziom w Rosji traktowanie przez Putina Ukrainy i Ukraińców jako wrogów mimo tak silnie oddziałującej putinowskiej propagandy. Jest w niej zbyt wiele sprzeczności. Nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale rozumiem tożsamość narodowo-państwową Ukrainy i sądzę, że Rosjanie w istotnej liczbie też ją, nawet podświadomie, odczuwają…

Pisze o tym Kazimierz Wóycicki w swoim tekście napisanym dla „Polityki”. Za zgodą autora prezentuję go w formie ze środowego wydania tygodnika, zakładka hstoria:

Wielka Ruś kontra Mała Ruś

Putin nazwał Ukrainę częścią rosyjskiej historii, sztucznym tworem ustanowionym przez bolszewików. Niezależna państwowość Ukrainy kwestionuje bowiem istnienie Rosji jako imperium.

BEW Święta Olga, księżna kijowska, projekt fresku Wiktora Wasniecowa dla katedry św. Włodzimierza w Kijowie, 1890 r.

Shutterstock Pomnik Włodzimierza Wielkiego, założyciela Rusi, postawiony przez Rosjan w Kijowie w 1853 r.

Artykuł w wersji audio

Najprostsza odpowiedź na pytanie: „dlaczego Rosja jest dziś tak agresywna”, brzmi: ponieważ chce być imperium. Agresywność imperiów nie budzi wśród historyków zdziwienia. Wojnę trzeba prowadzić, aby zbudować imperium, utrzymywać je i bronić, gdy się rozpada. Wedle tak ogólnego kryterium Imperium Rosyjskie upodabnia się do osmańskiego, brytyjskiego czy francuskiego. Imperium francuskie kończyło się wojną w Indochinach i Algierii, w przypadku imperialnej Brytanii widomym znakiem upadku był kryzys sueski.

Kolonializm XIX w. legitymizował się misją cywilizacyjną, wyższością europejskiej kultury czy rasistowskim poczuciem wyższości „białego człowieka”. Imperium Rosyjskie też było kolonialne, jego specyfiką była zwartość terytorialna, a legitymizacją – łączenie ziem słowiańsko-ruskich. Przetrwało głęboki kryzys po pierwszej wojnie światowej, po drugiej wojnie osiągnęło apogeum. W latach 1989–91 imperium doznało poważnego uszczerbku, a jednak po roku 2000, mimo braku reform, podjęto próby jego rekonstrukcji.

Wielka Ruś kontra Mała Ruś

Przemiana znaczeń terminów Wielka Ruś i Mała Ruś ilustruje dobrze rosyjski napór na Ukrainę. Do XVIII w. nazwy te oznaczały po prostu terytoria o odrębnej historii i tradycji. Od XIX w. Wielka Ruś to już nic innego jak Rosja, a Mała Ruś, zdegradowana do nazwy Małoruś, ma być rosyjską prowincją.

Terminy Mała Ruś i Wielka Ruś mają zupełnie inne konotacje w historii ukraińskiej. Pochodzą od nazw dawnych prawosławnych prowincji kościelnych, z których historycznie pierwszą i najważniejszą była metropolia w Kijowie. Relacja nazw Mała/Wielka Ruś jest – w ukraińskiej optyce – taka sama jak Mała/Wielka Grecja. Wielka Grecja to teren greckiej kolonizacji, ziemie, na które docierała kultura z właściwej Grecji. Mała Grecja to kolebka Wielkiej Grecji, rozległego obszaru zarówno południowych wybrzeży Półwyspu Apenińskiego, Anatolii, jak i wybrzeży Morza Czarnego. Mała Ruś (chciałoby się dodać – wcale nie taka mała) jest w interpretacji ukraińskiej właściwym centrum Rusi ze stolicą Wielkiego Księstwa w Kijowie. Położona na północy Wielka Ruś to teren pod kulturowym wpływem Małej Rusi, z której płynął cywilizacyjny przekaz. Moskwa stała się częścią Rusi właśnie dzięki Małej Rusi.

Trzeba też przypomnieć, że termin Rosja wszedł do obiegu dopiero w XVIII w. Wcześniej kraj ten nazywano Wielkim Księstwem Moskiewskim czy też Moskowią. Dopiero sukcesy polityczne i militarne Piotra I (pan. 1682–1721), a później w jeszcze większym stopniu carycy Katarzyny II (pan. 1762–96), kazały nazywać rozrastające się terytorialnie państwo, stające się europejską potęgą, właśnie Rosją i Cesarstwem/Imperium Rosyjskim. Na koniec więc Wielka Ruś zmieniła się w Wielką Rosję, a Wielkorusini w Rosjan z imperialną ambicją.

XIX-wieczne rosyjskie narracje o przeszłości, tworzone przez takich historyków i publicystów, jak Mikołaj Karamzin i Mikołaj Katkow, miały uzasadniać ciągłość imperium od wczesnego średniowiecza do czasów im współczesnych. Opowieść o średniowiecznej Rusi ze stolicą w Kijowie była potrzebna do ustalenia początków imperium w odpowiednio odległej i znaczącej przeszłości. Początkiem Rosji miała być Ruś, jak ją wtedy nazwano – Kijowska, której historyczne korzenie sięgały IX w. Wpływy potężnej Moskwy powodowały, że wersja ta została niemal powszechnie przyjęta. W ten sposób usiłowano zawłaszczyć historię Europy Wschodniej, którą zaczęto kojarzyć prawie wyłącznie z Rosją.

Na przeszkodzie stał jedynie narodowy ruch ukraiński. Przez długi czas jego głos, pozbawiony jakiegokolwiek politycznego wsparcia, był ledwie słyszalny, mimo dokonań takich ukraińskich historyków, jak Mykoła Kostomarow, Pantejmon Kulisz czy poeta wieszcz Taras Szewczenko.

Ukraińskie wysiłki dały rezultat podczas pierwszej wojny światowej. Dzięki „ukraińskiej rewolucji” (ale nie październikowej) powstała w latach 1917–21 Ukraińska Republika Ludowa, dziś świętowana tak jak w Polsce świętuje się II RP. Została podbita przez bolszewików, którzy jednak zmuszeni byli stworzyć na jej miejsce sowiecką ukraińską republikę. To dlatego Putin nazywa Ukrainę tworem Lenina, traktując historię manipulatorsko i wybiórczo.

Sowiecko-rosyjskie elity nawykły od tego czasu do mapy, na której Ukraina była integralną częścią politycznego tworu z centrum w Moskwie. Rusyfikacja zdawała się postępować, mimo protestów ukraińskich dysydentów w okresie tzw. odwilży (po 1956 r.). Kagiebista Putin taką wizję historii i geografii sobie przyswoił. Dlatego niezależność Ukrainy wraz z rozpadem Związku Radzieckiego była dla niego szokiem tak jak dla wielu Rosjan. Chciano, aby Ukraińcy zostali bratnim narodem. Służyć ma temu obecna wojna. Zaczęło się jednak od zaklinania i manipulowania historią.

Dwa pomniki Włodzimierza Wielkiego

W 2016 r. postawiono w Moskwie pomnik Włodzimierza Wielkiego, którego historiografia zarówno rosyjska, jak i ukraińska uważa za ojca średniowiecznej Rusi. (Chrzest tego państwa w 988 r. to jego dzieło). Chrzest Rusi-Rosji miał się odbyć, jak głosił Putin, w Chersoniu na Krymie, który stawał się w ten sposób kolebką państwowości, co uzasadniało jego wydarcie Ukraińcom i aneksję w 2014 r.

Ukraińska opowieść Rusi-Ukrainy kształtowała się w zupełnie innych okolicznościach, przede wszystkim przy braku w pełni samodzielnej państwowości. Związana była z długotrwałym przekazem kulturowym, choć niemającym oparcia w pełnej ciągłości struktur państwowych (nie należy jednak zapominać o kozackim Hetmanacie z ambicjami politycznymi Mazepy).

Opowieść ukraińska narodzin Rusi-Ukrainy wiąże się z Kijowem. Podkreśla się nie tylko chrzest Rusi w 988 r., ale też wcześniejsze przyjęcie chrześcijaństwa przez księżnę Olgę (jej pomnik stoi w Kijowie, zniszczony przez bolszewików i odtworzony w 1996 r.) i jeszcze wcześniejsze kontakty z chrześcijaństwem książąt Askolda i Dira. Ikonograficznym tłem chrztu Rusi nie jest Chersoń, lecz Kijów.

W Kijowie pomnik Włodzimierza Wielkiego stoi od 1853 r. W niepodległej Ukrainie pochodzenie pomnika z carskich czasów nie stwarza problemu. Kniaź stoi na swoim miejscu nad brzegiem Dniepru. Można powiedzieć, że jest u siebie w domu. Ukraina nie zaciera swoich związków z Rosją, choć nie są one łatwe.

Czasy Włodzimierza Wielkiego i Jarosława Mądrego (978–1054) to okres świetności miasta, wielkiej średniowiecznej metropolii. Była to epoka sprzed podziału chrześcijaństwa (1054), jak i renesansu Bizancjum, będącego wówczas najpoważniejszym depozytariuszem dziedzictwa starożytności. Włodzimierz Wielki ożenił się z córką cesarza Bazylego II, co czyniło średniowieczną Ruś-Ukrainę częścią wciąż niepodzielonej Europy.

Tak swoje dzieje opisują Ukraińcy po odzyskaniu niepodległości.

Putin teolog i historyk

Takie przesłanie w oczywisty sposób musi być obce rosyjskiej opowieści o odrębnej cywilizacji eurazjatyckiej. Gdy Bizancjum upadało (1453), Moskwa czyniła się jego dziedzicem, co dawało początek ideologii Trzeciego Rzymu i miało dawać prawo do przewodzenia prawosławiu.

Moskwa wciąż chce być jego światową stolicą, mimo dziesięcioleci sowieckiej walki z wszelkimi objawami religijności. Problem w tym, że wierzących prawosławnych jest dziś więcej w Ukrainie niż w Rosji. O ile prawosławie ukraińskie na czele z archimandrytą Filarionem zdobywa się na odwagę trudnych reform, o tyle nie sposób dostrzec ich w Cerkwi, której głównym teologiem jest Putin, tak jak chce być naczelnym historykiem neoimperium. Warto zwrócić uwagę, że Putin, naśmiewając się z „leninowskiej Ukrainy”, własnym punktem odniesienia czyni nie Rosję bolszewicką, lecz Rosję carską.

Czas historyczny pracuje przeciw Rosji. Kończy się era ropy i gazu. Powstanie w świecie kilkudziesięciu siłowni jądrowych nowej generacji, wspartych przez inwestycje OZE, pozbawi Rosję jej głównego źródła dochodu. Manipulacje historią nic tu nie pomogą.

Ukraińcy znakomicie zdają sobie sprawę, że konflikt z Rosją, będąc dla nich wielkim zagrożeniem, podsuwa też wcześniej nieobecne możliwości. Ukraina zostawiona sama sobie, z kulejącą gospodarką, defektami własnej demokracji i otaczającą ją mgłą ignorancji, z pewnością długo czekałaby na więcej uwagi w szerokim świecie. Stereotyp, że Ukraina to część Rosji, co tak chętnie powtarza Putin, mógłby się długo utrzymywać. Niewykluczone też, że gdyby to Rosja zdecydowała się pierwsza na śmiałe gospodarcze reformy i demokratyzację, stałaby się dla Ukraińców magnesem, a Ukraina nadal pozostawałaby w cieniu. Dzieje się jednak dokładnie odwrotnie.

Historyczne brednie opowiadane przez Putina, tym mniej wiarygodne jako opowieść agresora, wywołują kolosalny wzrost zainteresowania krajem, który jest przedmiotem takiego ataku. Cały świat uczy się w przyspieszonym tempie, jakim krajem jest Ukraina i jakim społeczeństwem są Ukraińcy. Konflikt militarny zwraca oczy całego świata nie tylko na Kijów, ale też na Charków, Odessę, Krym, Donbas. Związany jest z tym przyspieszony kurs geografii i historii.

Nie jest nadmiarem idealizmu twierdzenie, że Ukrainie dodaje dziś siły jej obecny renesans kulturalny. Chodzi nie tylko o międzynarodową popularność pisarzy, takich jak Natalia Zabużko czy Jurij Anruchowycz, tłumaczonych na dziesiątki języków, czy też amerykańsko-ukraińską szkołę historyczną z korzeniami w Harvardzie (dziś łatwiej o angielskojęzyczne podręczniki historii Ukrainy niż historii Polski). Specyfiką obecnego przebudzenia ukraińskiej kultury jest przywrócenie pamięci o ukraińskiej kulturze, którą sowiecka Rosja z brutalnością gnębiła. Na szeroką europejską scenę powraca wielki reformator europejskiego i awangardowego teatru Łeś Kurbas (zapominany w cieniu czczonego w Rosji i świecie Stanisławskiego), kino ukraińskie odwołujące się do ojca założyciela Ołeksandra Dowżenki, a współczesna poezja czerpie natchnienie od Wasyla Stusa, kandydata do Nagrody Nobla, który zmarł w Gułagu już za czasów Gorbaczowa. Opowieść Ukrainy o własnym losie jest na wskroś europejska i musi budzić poważny namysł u każdego, kto pyta o europejską tożsamość.

Rosjanie chcą traktować Charków jako rosyjskie miasto, jednak Ukraińcy wiedzą, że tzw. Ukraina Słobodzka, której stolicą jest Charków, dawny kozacki obóz, to centrum ukraińskiego ruchu narodotwórczego w XIX w. Są to wszystko ważne dla świadomości ukraińskiej odniesienia zarówno geograficzne, jak i kulturalne, które w zasadniczy sposób kwestionują prymitywne wyobrażenia byłego kagiebisty Putina.

Włodzimierz Wielki i Karol Wielki

Narracje rosyjska i ukraińska dziejów średniowiecza, zredukowane do zasadniczych faktów-symboli, wydają się niemal identyczne. Występują w nich te same postacie, miejsca i zdarzenia: Waregowie (skandynawscy założyciele Rusi) z drużyną Ruryka (druga połowa IX w.), wielka księżna kijowska Olga (zm. 969), chrzest Rusi (988), kontakty z Bizancjum, szlak handlowy Dnieprem, Kijów, feudalne rozbicie i przede wszystkim ojciec założyciel Rusi Włodzimierz Wielki (ok. 958–1015). W dużym stopniu historiografie rosyjska i ukraińska zdają się bazować na tym samym zespole źródeł historycznych: „Słowo o pułku Igora”. Ukraińcy nie usiłują traktować tej historii jako wyłącznie swojej i nie usiłują historii nikomu zabierać.

Można by więc wyobrazić sobie pokojową koegzystencję ukraińskiej i rosyjskiej narracji pod patronatem Włodzimierza Wielkiego, jak możliwa stała się koegzystencja po obu stronach Renu pod auspicjami Karola Wielkiego, też po długim okresie wrogości. Gdy w imię imperialnych ambicji Putin chce ukraińską historię ukraść, Rosja zyskuje groźnego przeciwnika.

Putinowi nie przychodzi do głowy, że skoro Rosja nie umiała powstrzymać ukraińskiego procesu narodowotwórczego w wieku XIX, to tym bardziej nie sposób zdusić ukraińskiej tożsamości dzisiaj, gdy przeszła ona skutecznie tyle ciężkich i tragicznych prób. Putin podkreśla „łaskawość” Lenina wobec Ukrainy, ale zapomina o Wielkim Głodzie i czystce ukraińskich elit w latach 30. Myśli, że to napawa Ukrainę strachem przed Rosją. W istocie daje Ukrainie poczucie, że potrafi przetrwać najgorsze.

Przed ambasadą rosyjską w Kijowie odbyła się niedawno demonstracja z transparentem: „Śmierć imperium”. Ukraińcy wiedzą, że to wcześniej czy później nastąpi. Putin o tym jeszcze nie wie.

Gdy narasta napięcie związane z groźbą rosyjskiej agresji, świat patrzy przede wszystkim na Moskwę, pytając, co zrobi Putin i jak na jego działania zareaguje Zachód. Znacznie zaś rzadziej padają pytania, co dzieje się w społeczeństwie ukraińskim, od którego woli politycznej i mobilizacji do stawienia oporu agresji, zależy nie mniej od postawy Waszyngtonu, Londynu czy Paryża. Bez zdecydowanej postawy samej Ukrainy Zachód nie byłby w stanie dla niej nic zrobić. Pomagać można jedynie temu, kto się sam aktywnie broni. I taką postawę przyjęli zarówno ukraińskie społeczeństwo, jak i prezydent Zełenski.

Ani przez chwilę Zełenski nie zdradza gotowości do ustępstw wobec Moskwy. Jego przemówienie w Monachium było ofensywne i dlatego przywitano je oklaskami na stojąco. Postawa polityków ukraińskich jest nie tylko zdecydowana wobec Moskwy, ale nacechowana także sporą dozą asertywności wobec kunktatorstwa Zachodu, a w szczególności Niemiec. Kijów nie chce przedstawiać się wyłącznie jako ofiara rosyjskiej agresji, ale jako samodzielny podmiot polityki międzynarodowej, samoświadomy dużego znaczenia, nie tylko regionalnego, ale w chwili obecnej również globalnego. Decyduje o tym nie tylko sama konfrontacja z Rosją i strategiczne położenie nad Morzem Czarnym.

Ukraińcy zdają sobie sprawę, że ich niezależna państwowość kwestionuje istnienie Rosji jako imperium. Imperium Rosyjskie bez podporządkowanej Ukrainy nie może istnieć. I taką perspektywę ma większość ukraińskiej elity politycznej i kulturalnej. Mówi im to ich historia, której nie dadzą sobie odebrać, nawet z pomocą czołgów i wozów opancerzonych.

***

Autor jest dyrektorem Akademii Wschód przy Fundacji Dom Wschodni.

Polityka 10.2022 (3353) z dnia 01.03.2022; Historia; s. 61

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s