08.04.2022. / Ludwik Dorn

foto: Interia.pl

Odszedł Ludwik Dorn nazwany przez dziennikarzy „trzecim bliźniakiem”, najbliższy, wieloletni współpracownik braci Kaczyńskich a przede wszystkim Jarka Kaczyńskiego, w przeciwieństwie do niego o bogatym życiorysie opozycyjnym, współtwórca jego kariery, Porozumienia Centrum później Prawa i Sprawiedliwości, bo władza i ręcznie zarządzana przez nich partia były dla nich najważniejsze. Przez z górą trzydzieści lat prominentny działacz polityczny, postać nietuzinkowa, bardzo popularna. Obecny w mediach, wygadany, wieloletni wiceprezes, poseł 5 kadencji Sejmu, Marszałek Sejmu, Wicepremier i Minister w latach prosperity, banita polityczny a później bloger i publicysta, gdy poróżnił się wodzem. W ostatnich latach łapczywie czytany i chętnie zapraszany do mediów, bo przyjęto powszechnie, że rozumie i potrafi rozszyfrować, co myśli i zrobi Kaczyński.

Znałem go osobiście, choć niezbyt dobrze z początków lat 90-tych, później nasze drogi się rozeszły, ale na moje nieszczęście nie do końca.

Ziobro był ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, Kaczmarek prokuratorem krajowym a Dorn był ministrem spraw wewnętrznych, gdy mnie „oczywiście niesłusznie” aresztowano w lipcu 2006 roku, co potwierdziły sądy, z Sądem Najwyższym na czele 12 lat później przyznając nieadekwatne co prawda, ale odszkodowanie. Jak siedziałem w więzieniu przeczytałem w Rzepie w lutym 2007 roku list otwarty, który Dorn napisał składając dymisję z funkcji ministra a tam akapity o mnie, że Dorn-minister wręczył „najwyższą w historii policji nagrodę” specjalnej grupie, której moje aresztowanie zlecono.

W tzw. „sprawie układu warszawskiego” aresztowano w sumie kilkanaście osób, siedzieli od kilku miesięcy do ponad roku, jedną zmuszono do współpracy i składania fałszywych zeznań, kilka przyznało się do winy a później odwołali swoje zeznania, 6 osobom postawiono zarzuty, pięcioro zostało po latach uniewinnionych, jeden zmarł w trakcie procesu a sąd ten areszt określił jako bezpodstawny i „wydobywczy”, motywowany politycznie. Ciekawe ile za to płacą?

W kolejnym liście otwartym, tym razem do „złodzieja i aferzysty”, który Dorn umieścił na swoim blogu przed wcześniejszymi wyborami w 2007 roku napisał tak: „Wystarczyło, że zaczęliśmy utrudniać Panu życie, że Pan i Pańscy wspólnicy zaczęliście się bać podsłuchu, podglądu, łapówki kontrolowanej i prowokacji policyjnej, by tęczowa koalicja profesorów prawa, publicystów i polityków ogłosiła, że zagrożone są prawa człowieka i podstawy demokracji liberalnej”. W tym czasie napisał jeszcze list „do wykształciuchów”, w podobnym tonie…

Proszę tego wspomnienia o Dornie nie traktować jako osobisty przytyk. Jestem tylko przykładem, jednym z bardzo wielu. W Polsce setki jeżeli nie tysiące ludzi byli i są podobnie jak ja traktowani przez PiS. Nie muszą być aresztowani, „wystarczy”, że tracą pracę, są obrażani, pogardzani, szczuci. Policyjne, nomenklaturowe państwo niszczy ich życie, dewastuje plany i aspiracje a wszystko to robią, bo grupka ludzi kocha władzę, pożąda jej, gotowa jest na wszelkie świństwa, by ją zdobyć i być „na wierzchu”. Swoich chronią. Powinniśmy o tym pamiętać.

Ludwik Dorn zmarł wczoraj (07.04.2022.) w wieku 67 lat. Popołudniu i w nocy pojawiły się pierwsze wspomnienia, w większości ciepłe, akcentujące błyskotliwość, inteligencję, oczytanie i celne pointy Ludwika, jego talenty literackie, to, że pięknie mówił o zwierzętach… o nim, jako o polityku niewiele, chociaż to polityka właśnie wypełniała jego życie po brzegi. Magdalena Środa odważyła się na Facebooku na wspomnienie krytyczne, bez znieczulenia:

„Zmarł Ludwik Dorn. Człowieka żal, co oczywiste. Ludzie żałują go też bo – wielką osobowością był. Był. Prawda, choć nie tak wielką. Ale był też osobą, która zawsze zajmowała szeroka w Polsce stronę ludzi nietolerancyjnych: był homofobem, gardził prawami kobiet, równością, demokracją; stał po stronie kruchty i prezesa (mimo drobnych nieporozumień) a politykę rozumiał wyłącznie jako błyskotliwą sztukę zdobywania dominacji. Był inteligentny i dowcipny (choć w mizerii politycznej o to niezbyt trudno) ale z reguły po stronie cynizmu i pogardy dla nieudaczników i „nienormalnych”. Nieco zmienił poglądy polityczne, gdy Kaczyński z nim zerwał, ale był i pozostał konserwatystą o dość wąskich horyzontach.”

Podzielam tę opinię. Nie wystarczy w polityce „być” warto jeszcze zastanowić się, co z tego „bycia” pozostało dla innych. Co dobrego dla Polski, Polek i Polaków, dla innych z tej niewątpliwej w przypadku Ludwika inteligencji i błyskotliwości konkretnie wynika? Był blisko, mógł zrobić wiele a pomógł jedynie Kaczyńskiemu zdobyć niekontrolowaną władzę. Osiągnął popularność, to prawda, ale wpływ na władzę stracił i pozostała pustka i pewnie żal a może nawet przerażenie, co Kaczyński z tą władzą robi i może zrobić.

PS Miarą aberracji polskiej sceny politycznej jest fakt, że w wyborach do parlamentu w 2015 roku Ludwik Dorn startował z listy Platformy Obywatelskiej. Wyborcy okazali się mądrzejsi od kierownictwa partii – Dorn do parlamentu się nie dostał, ale fakt, że w polskiej polityce wystarczy „być” i nie jest ważne „po co” pozostaje faktem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s