13.12.2020 / 13.12.1981

13.12.1981 rok.
Strajk na Wydziale Polonistyki i w całym Uniwersytecie zakończyliśmy w piątek. Umówiliśmy się na sobotę pogadać i napić się wina u Marka Bieńczyka w domu, na Pradze. Było kilka osób, bardzo wąskie towarzystwo, takie strajkowo-filologiczne z Komitetu Strajkowego; Marek, gospodarz z romanistyki, Dorotka Lulińska z neofilologii (germanistyki), ja z polonistyki i jeszcze kilka osób (przepraszam, nie pamiętam wszystkich i wszystkiego, było to 39 lat temu i nigdy o tym nie pisałem). Mieliśmy w niedzielę rano o 10.00 (13.12.) spotkać się w Uniwersytecie z Rektorem, Henrykiem Samsonowiczem, pewnie i o tym rozmawialiśmy, pewnie też o tym co robić dalej, ale też chcieliśmy odpocząć, posłuchać razem muzyki i pogadać o wszystkim. Było bardzo miło.


Dobrze po północy „złapaliśmy” z Dorotką taryfę i przez białe, świeżo zaśnieżone miasto ruszyliśmy najpierw na Powiśle pożegnać się, by potem z powrotem za Wisłę do mnie, do domu. Mieszkałem wtedy na wysokości ZOO. Przed mostem Poniatowskiego zobaczyliśmy pierwsze skoty i patrole. Co znowu? Nie wiedzieliśmy. Miasto było białe i puste, ale na skrzyżowaniach widzieliśmy żołnierzy w hełmach, chyba już przy koksownikach. Dla niepamiętających tych lat, koksowniki to takie żeliwne „kosze na śmiecie” z palącym się koksem. Nikt nas nie zatrzymywał.

W domu nie spałem zbyt długo, bo odgrywało się zaplanowane zamieszanie. Moja starsza siostra miała o świcie wyruszyć swoim nowym maluchem do taty, do Szwecji. Na niedzielę miała wykupiony bilet na prom. Więc pakowanie, przygotowanie do podróży. Z okien i balkonu mieliśmy widok na most Gdański (nomen omen) a tam sznur milicyjnych suk, i tych większych, „Starów” do przewożenia zomowców. Obok mostu, na Żeraniu mieli swoją bazę transportową i koszary. Później w 82 i 83 i jeszcze parę razy, gdy miasto walczyło najpierw jechali bić, potem wracali zajmując most na parę godzin. Jechali sznureczkiem, ale bez tych błysków i jazgotu, jak dziś.
Mama włączyła telewizor o tam Jaruzel w mundurze zajmuje cały ekran i ogłasza stan wojenny. Zakaz przemieszczania się, to był najważniejszy dla nas w tym momencie komunikat. Gosia nie jedzie do taty. Nie pamiętam, czy próbowaliśmy się gdzieś dodzwonić, ale na pewno nie dodzwonilibyśmy się, bo junta wyłączyła telefony. Przyjęliśmy to w domu tego pierwszego ranka raczej spokojnie, zadaniowo, klnąc na komuchów, kitrając coś co było do skitrania i z dużą czułością do siebie. Mamę trzeba było przytulić, uspokoić, zapewnić, że damy sobie radę.

– O 9.00 idę do Pałacu Kazimierzowskiego, jesteśmy umówieni… Mama wypowiedziała kilka stałych w takich momentach zdań; bym uważał, nie wracał zbyt późno, nie zapomniał szalika i rękawiczek. Mówi to do dziś.
Wyruszyłem w kierunku Uniwersytetu. Postanowiłem pójść tam spacerem, wzdłuż ZOO, Ratuszową a później przez most Śląsko-Dąbrowski, później Marientsztatem przez Powiśle i skarpą w górę. Tam między Polonistyką a Pałacem Kazimierzowskim (a może z drugiej strony Pałacu?) była taka nieużywana furtka, którą postanowiłem sforsować i dostać się „do siebie”, na Uniwerek. Najpierw do pokoiku 02 w podziemiach naszego wydziału, gdzie na pewno ktoś będzie. Nie pamiętam żadnych szczegółów z tego spaceru. Może jakiś patrol mnie legitymował, może nie. Było rano, raczej pusto, do godziny policyjnej miałem cały dzień. Udało się bez problemów. Wszedłem na teren Uniwersytetu tak jak planowałem. Trochę nas już tam było. Pierwsze komentarze, wieści z miasta, kogo zatrzymano, co na Mokotowskiej, co ze Zbyszkiem Rykowskim, co w Gdańsku? Więcej pytań niż odpowiedzi. Jakieś zbieranie rzeczy z 02, rozgardiasz, umawianie się na później. Byłem w sumie tam chwilę, bo o 10.00 mieliśmy umówione spotkanie z Rektorem. Odbyło się w poważnej, podniosłej atmosferze. Profesor Samsonowicz był względnie spokojny, choć na jego szczupłej, kościstej twarzy malował się smutek ze skrywanym zdenerwowaniem. Rwanym głosem radził, byśmy się na jakiś czas „schowali”, że nie wie, co będzie dalej, że jak będzie mógł to nam we wszystkim pomoże, ale teraz trzeba zachowywać się mądrze, choć co to znaczy nie powiedział… (jak się okazało, sami, wspólnie musieliśmy do tego dorosnąć przez lata). Rektor powiedział, że zawiesi zajęcia w Uniwersytecie zanim zrobi to władza, bo autonomia i wolność uczelni… Mieliśmy bardzo niewiele informacji, mówiono o internowaniu Zbyszka Rykowskiego (przewodniczącego NZS UW), Jarka Guzego i Jacka Czaputowicza z krajówki, Maćka Jankowskiego z Solidarności UW i władz regionu. Internowali też Agnieszkę Romaszewską. Jak się okazało było wielu innych…( w sumie blisko 500 osób z Uniwersytetu w pierwszych dniach stanu wojennego spotkały represje) Nie wiedział, co będzie dalej, nikt nie wiedział, od ogłoszenia stanu wojennego minęło dopiero kilka krótkich godzin. Obiecał, że będzie z nami w stałym kontakcie i prosi o współpracę.

Odwołano go z funkcji rektora w kwietniu 82 roku. Protestowaliśmy w tej sprawie. Bardzo pięknie zapisał się w historii Uniwersytetu i mojej pamięci.

Jeszcze w niedzielę udało się skrzyknąć trochę ludzi (większość przyszła sama z siebie) i odbył się wiec protestujący studentów i pracowników. Wczesnym popołudniem 13 grudnia było nas w Uniwersytecie chyba ponad tysiąc osób, może 2 tysiące. Naprawdę sporo. Nie pamiętam, czy coś wtedy mówiłem, przemawiałem, ale nie wykluczam.

Nie pamiętam też, czy na tym wiecu, czy w innych okolicznościach, może w 02? kolega Marek z Wydawnictwa Konstytucja 3 maja (o ile dobrze pamiętam) a może ktoś inny? dał mi ryzę świeżo wydrukowanych, jeszcze pachnących kartek A4 z krótkim, jednoznacznym hasłem-komunikatem na czerwono – „NSZZ Solidarność”. Nic więcej, to wystarczyło. Wiedzieliśmy, co to znaczy i co należy robić. Kleiliśmy te plakaty na murach, jeden z nich pożółkły i pofalowany, choć oprawiony w ramki ze szkłem, mam do dziś.

Wziąłem (inni też) apel rektora na serio. Nie wróciłem wieczorem do domu, po ustaleniach z mamą i siostrą następne dwa, trzy tygodnie, w tym Święta, spędziłem u cioci na Woli.
Ciocia od kilku lat jest zagorzałą słuchaczką Radia Maryja, chodzi jak zawsze do Redemptorystów na Karolkową i głośno wspiera i głosuje na PiS.

2 Comments

  1. Próbowałeś wejść na uniwerek przez furtkę, ale raczej niepotrzebnie, bo na tym etapie wszystko było otwarte. Ja też tam byłem – znaczy na Uniwersytecie – tak popołudniu. Mnóstwo studentów myślało o kontynuowaniu strajku. Nie pamiętam, gdzie byłem, może na prawie, może w Audytorium Maksimum. Były jakieś dziwne dyskusje, może przemówienia i generalnie rzucone hasło „jutro nieostentacyjnie przynosimy plecaki”. A potem poszliśmy do domu, chyba wolnej Europy słuchać. Tylko że jak rano przyszliśmy na Uniwersytet, to nastroje były już bardzo złe. Do obiadu zabraliśmy się do domu. Mnie zresztą we wtorek rano autentycznie przymknęli, bo rzucałem śnieżkami w policję w czasie spontanicznej demonstracji, która się wytworzyła w związku z aresztowaniem pracowników IBL. Zwolnili mnie dwa dni później, bo znajomości szefa mojego ojca zadziałały.

    Polubienie

    1. Chyba to dobrze, że tak sobie rekonstruujemy w pamięci te ważne dni. Jak coś się zapisze, utrwala się w pamięci. Mam z tym kłopot, mieszają mi się wydarzenia, osoby, szczegóły są takie wybiórcze… Dzięki za komentarz.

      Polubienie

Odpowiedz na Marek Witkowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s