30.05.2021. / Henryk Samsonowicz

Henryk Samsonowicz (foto 2020)

Profesor Henryk Samsonowicz był drobnym, niewysokim, szczupłym mężczyzną o orlich rysach twarzy i ściszonym, „dialogowym” głosie. Znakomicie odpowiadał moim dziecinnym wyobrażeniom profesora historii, mediewisty… Jego „Historia Polski do roku 1795” obok podręczników Tadeusza Manteuffla, Stefana Kieniewicza i książek Pawła Jasienicy towarzyszą mi od późnych klas szkoły podstawowej. Stały dumnie na półce w moim małym pokoiku (teraz przy podłodze, na niskiej półce z wyblakłymi, żółtawymi już stronami) a ponieważ dosyć często po nie sięgałem miałem do matury 5-tki z historii, bo większość w klasie, jeżeli już, czytała jedynie szkolne „książki do historii”.

W podstawówce i liceum siedziałem w jednej ławce (drugiej po prawej stronie, pod ścianą) z Włodkiem Mędrzeckim (dzisiaj profesorem historii Instytutu Historii PAN), moim najbliższym przyjacielem z tych lat, palącym „Sporty” i chodzącym zawsze w czarnym golfie, w którego kawalerce zawalonej po sufit książkami, razem z jego mamą, ojcem (współpracownikiem KOR-u, kolporterem „Robotnika” i „Biuletynu Informacyjnego”) i młodszym bratem długimi godzinami rozmawialiśmy o historii i robiliśmy kalejdoskopy. To znaczy oni robili a ja przy okazji rozmowy wykonywałem pewne proste czynności z tym związane np. wałkowałem tekturę, by skleiła się w tubę i dowiadywałem się o tej „prawdziwej historii” Polski po 1918 roku. Taki był twardy podział: do 1918 – Jasienica, Samsonowicz, Kieniewicz, po – Mędrzeccy i podrzucane przez nich tytuły. W każdym razie, wszyscy oni nie byli potężnymi facetami o pulchnych, okrągłych twarzach, na których malowałby się biskupi dostatek i samo zadowolenie, odwrotnie, widziałem w nich pokorę i pracę, żmudną, codzienną, w pewnym sensie syzyfową, tak jakby historia, nauka życia z realnym życiem przegrywała. Tata Włodka miał w lipcu 80 roku zawał, gdy jechał pociągiem na Roztocze, na spacer. Nie przeżył go, zmarł nie doczekawszy sierpnia.

Gdy zetknąłem się po raz pierwszy z profesorem Samsonowiczem w Uniwersytecie a było to na przełomie 1980 i 81 roku, w czasie święta Solidarności, gdy on został już rektorem a ja, student pierwszego roku polonistyki UW, z setką innych organizowaliśmy NZS UW nie miałem wątpliwości, że jego wybór na tę funkcję, był zwycięstwem sierpnia. Chociaż należał do PZPR (nikt poważny mu tego zarzucał – oddał legitymację dopiero w 82, po wprowadzeniu stanu wojennego) byliśmy nawet „zaskoczeni” zgodą władz. Jego kompetencje naukowe nie budziły żadnych wątpliwości, relacje akademickie na wydziale historii podobnie a postawa, którą konsekwentnie prezentował od 68 roku świadczyła o uczciwości, wyważonej odwadze i zgodzie myśli z działaniami. Nie zawiedliśmy się ani razu.

Choć bywały spory, zrozumiałe różnice w temperamentach i sposobach działania (przez pewien czas reprezentowałem NZS w Senacie, byłem we władzach jesiennego strajku na UW, jako jeden z wiceprzewodniczących w lutym 82 roku, w Audytorium Maximum, razem z Rektorem informowaliśmy – on o najbliższej przyszłości uniwersytetu i aktualnej sytuacji, ja (Zbyszek Rykowski, przewodniczący i niektórzy inni członkowie Zarządu byli internowani) o rozwiązaniu przez władzę NZS i że „niezależności nie da się rozwiązać” – mówiono mi, ze relacjonowano to spotkanie w reżimowym radiu z komentarzem o „kontynuowaniu zakazanej działalności) zawsze dochodziliśmy z Rektorem Samsonowiczem do jakiegoś uzgodnienia. Dialog, to bardzo trafne słowo opisujące nasze relacje. Pamiętam przedpołudnie w niedzielę 13 grudnia 81 roku. Na spotkanie z Rektorem umówiliśmy się jeszcze w piątek, na koniec strajku, by w niedzielę rano w Pałacu Kazimierzowskim porozmawiać o poniedziałku, następnym tygodniu… co dalej po strajku, nie wszędzie w Polsce i w Warszawie skończonym. Z powodu wprowadzonego stanu wojennego, internowań i wojska na ulicach dotarliśmy tam w niepełnym gronie. Rektor starał się tłumić zdenerwowanie, mieliśmy właściwie okruchy informacji o tym, co w Gdańsku, o zatrzymaniach, o tym co na Mokotowskiej. Pamiętam, że poradził nam, żebyśmy „się schowali” na jakiś czas, zeszli do konspiracji – nie pamiętam czy użył tych właśnie słów, ale tak odebrałem sens jego rady. Obiecał wszelką możliwą pomoc. My zrobiliśmy to, o czym mówił, wynieśliśmy wszystko co się dało, założyliśmy dość szybko tajne struktury i „schowaliśmy się”, choć, oczywiście, nie zbyt dokładnie i z dużą niechęcią, bo młodość ma swoje prawa i robiliśmy swoje też „na powierzchni”. Nie dało się inaczej – taka była atmosfera i nastroje. Henryk Samsonowicz, tak jak obiecał, robił wszystko, co mógł, by pomóc każdemu, kto pomocy potrzebował. Dziesiątki, setki jednostkowych przykładów, które z upływem czasu zlewają się w obraz nierównej walki „gołej dupy z pałką”, jak wtedy się mawiało ze śmiechem, bo nie pamiętam żebyśmy, mimo wszystko, jakoś szczególnie bali się czerwonych.

Gdy w latach 90-tych (1990-2003) zajmowałem się w warszawskim samorządzie miastem sięgnąłem po książki profesora. O średniowiecznych miastach, prawach i ich założeniach pisał dużo i bardzo ciekawie. Pewne prawdy zawarte w średniowiecznej historii stopniowej emancypacji miast, ich rozwoju i rosnącym z wieku na wiek do dziś ich znaczeniu są szalenie aktualne. Miasto jako zbiorowość, związek urbanistyki ze strukturą społeczną i polityką, ich wzajemne relacje bywają fascynujące i decydują o ich obliczu do dziś. Podobnie jak jego opinia o granicach Europy. Z tej perspektywy sięga ona Kijowa, bo to najdalej wysunięte istotne miasto na wschód, które zostało ustanowione na prawie magdeburskim. Ostatnią książką profesora Henryka Samsonowicza, którą czytałem jest praca zbiorowa, artykuły i wystąpienia z interdyscyplinarnego seminarium „Prawda i fałsz. O polskiej chwale i wstydzie” z 2012 roku. Gdyby do tytułu dodać znak zapytania (co przejawia się w tekstach) to nie ma bardziej aktualnego, gdy doświadczamy tego, co doświadczamy teraz każdego dnia.

Po wprowadzeniu stanu wojennego i oddaniu legitymacji partyjnej Rektorem zajęła się na dobre bezpieka. Mówił o tym. Pałac Kazimierzowski przestał być (pewnie nigdy nie był) bezpiecznym miejscem naszych spotkań i rozmów. Coraz częściej robiliśmy to pośrednio, przez lepiej lub gorzej skonstruowane formy komunikacji. Zresztą nie trwało to długo. Wiosną, w kwietniu zmuszono Henryka Samsonowicza do ustąpienia. Nie znam kulis tej decyzji, ale nie zmieniła ona naszej oceny i stosunku do profesora. Na zawsze pozostanie Naszym Rektorem.

Profesor Henryk Samsonowicz (1930 – 2021). R.I.P.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s