09.09.2021. / Papryczka

Wczoraj „zabłądziłem” na moją „starą” Wolę, w okolice Górczewskiej, Płockiej, Obozowej, tuż obok Syreny, gdzie mieszkałem z małymi dziećmi na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Kwartał ulic mimo upływu czasu i oczywistych zmian pozostał taki sam. Stare kilkupiętrowe osiedla zostały uzupełnione nowymi domami z innymi niż kiedyś oknami i elewacjami, Górczewska jest przebudowana, dalej jest zielono jak było, może bardziej?, dalej jest spokojnie i cicho. Jest zdecydowanie bardziej kolorowo, ale to przede wszystkim dzięki ludziom, którzy korzystając z wrześniowego słońca w letnich ubraniach uciekli od przeszłej i jesienno zimowej szarości.

Warszawa, ulica Zawiszy. To było popołudnie, między 16 a 17, pewnie 25 stopni ciepła i pełne słońce więc i ulice były pełne ludzi, w większości młodych, zadbanych, ładnych. Było ich na ulicach zdecydowanie więcej niż kiedyś. Wiele z nich z dziećmi w wózkach, z psami na smyczy, z zakupami, na spacerach, zwyczajnie. Pewnie wrócili do domów z pracy i robią co zwykle.

Tak, to jest zwykła, europejska ulica, bliska centrum, ale nie w centrum. Młoda, ładna, kolorowa, z cukiernią z lodami, sklepami, z włoską restauracją z ogródkiem, w którym prawie wszystkie stoliki były zajęte. „Muszę uprzedzić, że na jedzenie trzeba poczekać blisko 40 minut…” – powiedział do mnie sympatyczny kelner, korpulentny, z brodą i okrągłą twarzą, w czarnej koszuli i spodniach, specjalnie trochę zbyt krótkich, w skarpetach „stopkach” i idealnie białych sportowych butach, który cały czas zwinnie krzątał się między gośćmi „Papryczki”. Mam ten życiowy fart, że o swoim czasie decyduję najczęściej sam więc z wielką przyjemnością oddałem się wspomnieniom i współczesności znanej mi sprzed lat ulicy i”podglądaniu” ludzi. Tak jak kwartał miasta zasadniczo nie zmienił się, tak ludzie, wydaje mi się, zmienili się bardzo.

Kilka prostych stolików było ustawionych w rzędzie przy oknach restauracji, kilka w ogródku przy ulicy oddzielonym od budynku chodnikiem, po którym przez cały czas przechadzali się ludzie. Właśnie tam usiadłem przy dwuosobowym stoliku w rogu z widokiem na całość; ulicę, ogródek i przechodniów.

Przy jednym stoliku siedziały cztery młode dziewczyny, może licealistki, nastolatki, ale z makijażem. Zamówiły makarony i desery, piły wodę i lemoniadę i rozmawiały… chyba o Berlinie, jak przypuszczam, bo tak pasuje mi opis i nastrój miasta, który dwie z nich właśnie ostatnio odwiedziły. Nie mówiły o cenach, pracy i nie piały z zachwytu… Kogoś odwiedziły, gdzieś z nimi były, mówiły o tym o czym tam rozmawiały… Nie o sztuce, architekturze, Niemczech i Niemcach czy Niemkach lecz o sprawach codziennych, relacjach między ludźmi, śniadaniu i kaloriach, fryzjerze… Dwa stoliki były zajęte przez osoby z dziećmi w wózkach. Przy jednym mama, która wyjęła swojego chyba synka, wzięła na ręce i karmiła z butelki zasłoniwszy mu główkę od słońca chusteczką w kolorach bladej szarości. Zamówiła sobie misę z sałatą i tak jedli we dwoje. Dziewczyna była w białej sukience i niebieskie, poziome, wąskie, dwu centymetrowe paski. Co jakiś czas sięgała po telefon, który był zabezpieczony w etui w kolorze tęczy. Obok przy stoliku najbliżej ulicy siedział młody, barczysty, z tatuażem na całej lewej ręce brodacz z bardzo staranną, krótką fryzurą, w ciemnych okularach i z dzieckiem w wózku, któremu podawał do ust kawałki pizzy. Raz on, raz ono. Śmiał się przy tym i zarzucał dziecku „łakomstwo”. Zwracał się do niego „słoneczko moje”. Wyglądał aż za nadto „markowo”. Gdy wstał i odwrócił się do mnie plecami z nad osuwających się dżinsów wyłoniła się guma z bokserek z nadrukiem logo „Armani”a w dodatku ich wózek miał takie złote „skrzydła”, jak od Versace. Po jakimś czasie wyjął może 1,5 rocznego chłopca z wózka i okazało się, miał na sobie biały T-shirt z zieloną „L”. Gdy pomyślałem, że możemy spotkać się wzrokiem uśmiechnąłem się do niego i pokazałem palcami, co trzeba. „Miasto?” – i przypomniałem sobie przechadzających się pod ścianami, w skórzanych kurtkach, z papierosami schowanymi w dłoniach, trochę przygarbionych, w bramach, przy wejściu do klatek, ale zawsze pewnych siebie na swojej dzielnicy „git-ludzi” sprzed 40 lat i więcej. Do gościa z brodą, który przez cały czas nie zdjął z nosa ciemnych okularów, po jakimś czasie dosiadła się mama dziecka, blondynka w dżinsach, staranna, jak z biura, w białej bluzce, zupełnie nie wyzywająca, która podobnie jak on mówiła do synka „słoneczko”. Nie dała się skusić na nic, ani na jedzenie, ani na mrożoną kawę, ani na lody… Chodnikiem przechodzili niespiesznie kolorowo i starannie ubrani ludzie, samotnie albo we dwie, dwoje, dwóch, niektórzy witali się z siedzącymi przy stolikach, inni rozmawiali przez telefon, ktoś przejechał rowerem, ktoś wyprowadził psa na spacer, ktoś wziął pizzę na wynos… Większość przyjemnie zwyczajna, na luzie, tylko ten z brodą wyraźnie na szpanie. Makaron, deser i espresso były ok.

Odniosłem wrażenie, że polityka i ten cały Kaczyński i jego wizje i praktyki są bardzo, bardzo daleko od tego miejsca. Ale Europa, Unia, zwyczajność i normalność jest bardzo blisko. To dokuczliwy paradoks… „NORMALNIE” jak to daleko i jak blisko zarazem. Szpilka w cieście, papryczki na słodko…

1 Comment

  1. Moje rejony od 30 lat, wcześniej też Wola, na Żelaznej. Codziennie spaceruję tymi ulicami i patrzę na mieszkańców. Cieszy mnie, że ludzie stają się bogatsi, zadbani, że w końcu dziedziczą jakiś majątek po rodzinie. Cieszy mnie, że żyjemy w pokoju i bezpieczeństwie, że jestem wybrańcem, który nie musiał doświadczyć wojny. Cieszy mnie, że Wola staje się bardziej zadbana, chociaż nadal jest jeszcze wiele do zrobienia. Lubię być uważna, tu i teraz, lubię się uśmiechać do ludzi, patrzeć jak odważne są dzieci. Śpiewam z Niemenem: ” Moje miasto a w nim: najpiękniejszy mój świat, najpiękniejsze dni…”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s