06.10.2021. / Na kłopoty – 1000 złotych

(Inflacja – jedna już nie wystarczy a tylko w „Żabce” bywa, że dwie kosztują mniej niż jedna.)

Przedwczoraj pojawiła się informacja, że prezes NBP, Adam Glapiński, zaufany towarzysz Jarosława Kaczyńskiego z co najmniej 30-letnią historią wspólnych działań sięgającą zakonu PC , zapowiedział wprowadzenie banknotu o nominale 1000 zł. Cztery lata temu, 10 lutego 2017 roku NBP wprowadził nowy banknot – 500 zł. Teraz x 2 – 1000, za dwa lata 5000?

Inflacja od lutego 2017 do października 2021, jak obliczył „kalkulator inflacji” wyniosła 13,5% (silny wzrost inflacji CPI w ostatnich miesiącach)- tyle straciliśmy oszczędzając pieniądze, co najmniej tyle wydajemy więcej a zarazem co najmniej o tyle więcej wpłacamy do państwowej kasy płacąc VAT i akcyzę przy każdym zakupie. Dzisiaj NBP podwyższył znienacka stopy procentowe z od lat utrzymywanych 0,1 do 0,5. Będzie głosił, że „walczy” z inflacją, mimo że, to właśnie inflacja finansuje ich bezgraniczną i niekontrolowaną indywidualną pazerność, instytucjonalną rozrzutność i niegospodarność czy zwykła głupotę. Przy okazji wzrosną raty kredytów branych na potęgę przez Polaków, którzy nie chcieli trzymać pieniędzy w banku, bo zżerała je inflacja i kupowali (i będą kupować) mieszkania. Ci, co wspomogli się kredytem zaczną płacić – przy 300 tys. kredycie o 63 zł. więcej miesięcznie. Inflacja będzie rosła dalej, koszty kredytu też.

Miliard w lewo, miliard w prawo a właściwie 10, 100 i więcej miliardów rocznie. Pieniądze nie mają znaczenia, gdy chodzi o władzę. Mają być i są. To już 6 lat polityki finansowej, która wymyka się wszelkiej makroekonomicznej racjonalności. Piszą o tym eksperci, dziennikarze śledczy, kontrolerzy NIK, byli ludzie ich władzy, ale liczni publicyści i większość widowni gubi się w tym wywróconym do góry nogami zakłamanym świecie… płaci, dostaje 500+, znowu płaci, nie liczy ile więcej, bo znowu „coś” dostaje lub ma dostać a władza drukuje pieniądze bez pokrycia i dlatego teraz właśnie chce wprowadzić banknot o dwa razy wyższym nominale niż ten, który wprowadził tak niedawno, że jeszcze miliony ludzi nie miało go w ręku. Marnotrawstwo i rozdawnictwo nazywa się polityką społeczną i wszystko większości się miesza w głowach.

Anegdotycznie przyjęliśmy informację, że Kaczyński nie ma konta w banku, karty kredytowej i nie wie, co to jest faktura i że sam zakupów nie robi, bo nie lubi, nie zna się, nie wie, jak zapłacić, bo tego nie potrzebuje… Jest ponad to. Można się śmiać, ale to prawda. Kaczyński kompletnie tą fundamentalną dziedziną życia każdego człowieka i każdego państwa w ogóle sobie głowy nie zawraca. Wie tyle, że pieniądze „mają być” w ilości ile trzeba, by zrealizować jego prosty „plan”. Wykonują to inni, tak ich dobrał przy okazji doprowadzając finanse państwa do najgorszej sytuacji od co najmniej dwóch dekad. Jedni kradną, wydają jak im palma odbije, inni to ukrywają, ściemniają, by jak najmniej osób mogło się połapać…

Jest jeszcze gorzej, bo opozycja też z tym sobie nie radzi. Lewica sprawia wrażenie, że spełnia się jej marzenie, gdy nikt nie panuje nad zadłużeniem a kasa ponoć płynie do potrzebujących i głosuje tak jak PiS. Pisowska prawica też się cieszy, bo za publiczne pieniądze staje się lub „może się stać” jak będzie klaskać prywatnymi (nomenklaturowymi) beneficjentami „wymiany elit”, w tym finansowych, głównie w rozrzutnych firmach państwowych. Centrum boi się powiedzieć, co o tym myśli, żeby nie stracić resztek sympatii w rzeszy obdarowanych datkami + przez PiS „zjadaczy chleba”. Szara strefa też się cieszy, półgębkiem i w ukryciu, bo jedna paczuszka pieniędzy będzie warta 100 tys. a 10 paczek z banderolą 1 000 000 a nie jak do tej pory 20, 50 lub 100.

Logika tych działań jest tylko jedna: utrzymać i wzmocnić władzę za wszelką cenę. Później (teraz), gdy ludzie będą uzależnieni od państwowych „dał lub nie dał” a wszystkie instytucje demokratyczne z wyborami włącznie będą pod kontrolą władzy – „jakoś to będzie” – zapewne tak myśli Kaczyński a Glapiński i inni go w tym utwierdzają, bo inaczej nie byliby tam gdzie są. Ale nie będzie…

Przyjdzie czas zapłacenia rachunków za tych bezrozumnych uzurpatorów. Nie może być inaczej. Choć chwalą się polską gospodarką to jednak jest gorzej niż pokazują tabelki… Te 6 lat, to 6 lat marnowania czasu i szans, 6 lat niszczenia relacji z Unią, 6 lat niszczenia systemu prawnego, finansowego, upadek edukacji i szkolnictwa, stagnacja i brak rozwoju dziedzin gospodarki otwartej na przyszłość, 6 lat straconych dla transformacji energetycznej, 6 lat korupcji i wyrzucania setek miliardów w błoto i ten proces trwa w najlepsze dalej i będzie trwał. Marzy mi się tekst, w którym cierpliwy analityk podsumowałby w końcu tę niekończącą się listę zbędnych wydatków, wrzuconych do kominka pieniędzy, strat, złodziejstwa, liczonych w miliardy złych decyzji…

Tniemy lasy i sprzedajemy drewno, kupujemy ropę i sprzedajemy benzynę, dopłacamy do węgla i górników i sprzedajemy coraz droższą energię, produkujemy niesmaczne, tanie mięso i akumulatory do produkowanych w świecie aut, uszczelki i tapicerkę, bo jesteśmy tańsi od innych – to prawdziwy obraz polskiej gospodarki w XXI wieku. Utrzymamy produkcję, gdy będziemy tani i prości. Utrzymamy produkcję, gdy Zachód nie powie „nie”. Pewnie nie powie, ale o rozwoju mowy nie ma. Jest za to mowa o nowym banknocie… bo inflacja czeka u bram z wynikiem 6, może 8% rocznie na koniec roku.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s