08.09.2022. / Urojenia Kaczyńskiego; zdrada czy choroba?

Kaczyński o obcości kulturowej Zachodu: „Bo powtarzam, nikt, albo prawie nikt, pośród nas (środowisko PiS i dawnego PC w czasie poprzedzającym wstąpienie Polski do Unii Europejskiej – przyp. autora) nie kwestionował tej obcości kulturowej. I powtarzam, była ona znana. Ja nie ukrywam, że ją poczułem, kiedy pierwszy raz w ogóle byłem na Zachodzie, w Wiedniu. Tam różne rzeczy, których tutaj nie będę opisywał, zobaczyłem. To mi zupełnie wystarczyło, żeby zobaczyć, że jestem w innej strefie kulturowej, chociaż było to trzydzieści kilka lat temu, 33 dokładnie – powiedział w czasie swojego wczorajszego (07.09.) publicznego wystąpienia w Karpaczu w czasie Forum Ekonomicznego.

Może dla niego było tam zbyt czysto, zbyt starannie, żeby nie powiedzieć nieznośnie elegancko. Ludzie zadbani, rozmawiają ze sobą, witają się, porządek na ulicach, przyzwoita architektura, w parku przy Ringu nie piją browarków tylko spotykają się w kawiarniach, słuchają muzyki i cieszą ich rabaty róż. Tak, to dla niego mogła być obca kultura, która, co oczywiste, nam zagraża bardziej niż cokolwiek innego. Upewnił się, że tak właśnie jest już 30 lat temu, jak wspomina, gdy pierwszy raz wyjechał na Zachód, do Wiednia, gdzieś daleko od swoich pieleszy, matki, brata i ograniczonego do grupki zaufanych potakiwaczy zamkniętego na cztery spusty świata…

Pamięta ten pobyt w Wiedniu do dziś tak mocno, że aż boi się pojechać i popatrzeć jeszcze raz, by przypadkiem nie stracić pewności, że ma rację. Ale chyba nie tylko o elegancję, dostatek i architekturę mu chodzi. On mówił o sobie. Jest w tym zawiść, pycha płynąca z lęku, niechęć do zrozumienia a nawet do poznania innych ludzi i miejsc, właściwie jawne zaprzeczenie wolności, bo nie da się jej pogodzić z zamknięciem się na innych i nowe doświadczenia.

Co prawda trzeba mieć odrobinę odwagi, żeby publicznie, bez zawstydzenia głosić aż tak kontrowersyjne opinie, ale więcej jest w tym pychy i buty… To nie jest zwykła prowokacja, to nie są tylko kompleksy. To coś znacznie gorszego… To są urojenia, skrajna, chorobliwa megalomania.

Krzysztof Król ironicznie zadał publicznie pytanie z kim był i gdzie się włóczył po Wiedniu, by zobaczyć coś o czym „teraz nie będzie opowiadał”. W sumie nie ważne, bo chyba wszyscy znający Wiedeń potwierdzą, że teraz i wtedy, w latach 90-tych i wcześniej sprawiał i sprawia on dobre, solidne i silne wrażenia starannie utrzymanego miasta. Tym bardziej, gdy jest się tam pierwszy raz.

Choć jestem ponad 10 lat młodszy od Kaczyńskiego byłem w Wiedniu już pod koniec lat 70-tych a w tym czasie, który on wspomina negocjowałem jako burmistrz Woli razem z wojewodą mazowieckim z burmistrzem Wiednia Helmutem Zilke umowę o współpracy Wiednia i Warszawy. Zaowocowała ona milionami szylingów zainwestowanymi w nasze miasto i licznych transferów know how, które z lepszym lub gorszym pożytkiem próbowaliśmy wykorzystać. Rozwinięty system mieszkań i całych osiedli komunalnych, spalarnia śmieci, systemy parkingowe. My szukaliśmy tam wsparcia i współpracy, on odczuwał obcość i odrębność.

Powtórzę za Krzysztofem, że nie wiem co Kaczyński mógł robić w Wiedniu, po jakich uliczkach i spelunkach mógł się włóczyć, co widzieć i czuć, żeby odnieść aż tak silne wrażenie „obcości” w tym uporządkowanym, spokojnym, przyjaznym dla ludzi i choć socjaldemokratycznym w swoich programach społecznych to zdecydowanie konserwatywnym w materialnym wymiarze mieście.

Powiem więcej, jestem przekonany, że on z tym swoim wrażeniem „obcości” już tam pojechał i jak to u niego jest: „Nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne” i jego opinia nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Mógł w ogóle tam nie być, by tak o Wiedniu i Zachodzie myśleć i mówić. Był czy nie, to są po prostu jego urojenia, domorosłe wyobrażenia będące wynikiem bardzo groźnej zaraźliwej choroby nabytej zapewne już w młodości – narodowej megalomanii, która paraliżuje racjonalne myślenie, odrzuca fakty i rzeczywistość, każe wszędzie szukać wrogów i zagrożeń, tworzy mity o swojej wielkości i marności innych a jak uczy historia prowadzi wcześniej czy później do katastrofy. Rozwojowi choroby sprzyjają zamknięte, duszne, nieprzewietrzane pokoje, miłość własna, lenistwo, ograniczenie kontaktów ze światem zewnętrznym oraz skrajny brak zaufania do innych i wynikające z niego niechęć i wrogość kompensujące powtarzające się lęki i strach.

Megalomania a zwłaszcza megalomania narodowa polegająca na przesadnym skupieniu się własnej wyjątkowości i doskonałości, samozadowoleniu i samouwielbieniu w konsekwencji często prowadzi do zwykłej podłej zdrady w imię irracjonalnego ale dominującego nad wszystkim przekonania o swoim wielkim znaczeniu.

Nie lekceważyłbym tej diagnozy co najmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, jak zauważył profesor Wojciech Sadurski, jeżeli zagrożeniem dla Polski zdaniem PiS jest Zachód, jego kultura, myśl i system polityczny to gdzie oni siebie widzą, w jakim miejscu są? Odpowiedź jest jedna – Wschód. Polityka nie zna próżni, geopolityka tym bardziej. Tylko z niezachodniej czyli wschodniej pozycji można uznać Zachód za wroga. PiS nie jest w tym jedyny. Razem z Orbanem i innymi powtarza to za Putinem.

Fakty, chłodna analiza, logika zdarzeń i doświadczenie wskazują właściwie jednoznacznie, że Kaczyński i jego partia tak naprawdę realizują w Polsce politykę Kremla, która nie ma nic wspólnego z wypracowanym i wielokrotnie deklarowanym przez ostatnie 30 lat a wymarzonym przez dekady sojuszem i związkiem naszego kraju z rodziną państw zachodniej demokracji, ale z jakiegoś irracjonalnego powodu jest to powszechnie wypierane. Jednym z powodów takiej zadziwiającej sytuacji jest zaraźliwość narodowej megalomanii utrwalonej w naszej tradycji, historii i kulturze. Przekonanie Kaczyńskiego (i jego ludzi) o swojej/narodowej wyjątkowości powoduje, że gotowy jest zdradzić rzeczywisty interes, rację stanu Rzeczpospolitej dla spełnienia swoich żądzy władzy i pieniędzy, zemsty i chorobliwych wyobrażeń i wizji. Co z tego u nich dominuje nie ma większego znaczenia.

Ukazała się w Gazecie Wyborczej wstrząsająca rozmowa „Rosja już tu jest. Jej największym sukcesem w Polsce jest PiS” z generałem Piotrem Pytelem, byłym szefem kontrwywiadu, który mówi o tym czego nie chcemy słuchać i rozumieć wprost. Jak dotąd nie ma to politycznych konsekwencji, co jeszcze bardziej dziwi: https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,28885495,najwiekszym-sukcesem-rosji-w-polsce-jest-pis.html?fbclid=IwAR2RBOkw5brg1nZCyuOCIo_RjVcOWUmmx6Q5f5L0LPsdDT5c4r6EDE8bCjs

Po drugie, takich głosów i opinii jak ta wczorajsza Kaczyńskiego ostatnio jest coraz więcej. Niedawno Krasnodębski, zaufany rozmówca, doradca prezesa w sprawach polityki zagranicznej, wieloletni eurodeputowany udzielił wywiadu, w którym ośmielił się powiedzieć wprost, że Zachód stanowi dla Polski większe zagrożenie niż imperialna Rosja, która właśnie napadła na naszych sąsiadów, Ukrainę i wszczęła krwawą, absurdalną wojnę, by odzyskać utracone ziemie i wpływy w wyniku upadku ZSRR i całego bloku sowieckiego. Ukraina bohatersko się broni i walczy, Zachód i my nie tylko werbalnie jej pomagamy a Krasnodębski podważając fundamenty naszych sojuszy i członkostwa w Unii w praktyce realizuje politykę Putina zmierzającą do dezintegracji Unii i Zachodu. Ostatnio w podobnym tonie wypowiada się Legutko, Morawiecki, Karski i szereg pomniejszych funkcjonariuszy partyjnych. Antyzachodnia krucjata w obronie swojej (Kaczyńskiego i jego przybocznych) pozycji i władzy nabiera tempa.

Po trzecie, Kaczyński powiedział to co powiedział nie na wewnętrznej pogwarce w jego gabinecie ze swoimi oficerami politycznymi, nie w wywiadzie w opłacanych przez PiS gazetach czy telewizji dla tzw. twardego elektoratu wyznawców ale na otwartym spotkaniu ludzi biznesu w Karpaczu. Co prawda trzeba zaznaczyć, że to spotkanie przez organizatorów traktowane jest przede wszystkim jako sposób na wyciągnięcie pieniędzy od spółek skarbu państwa i nie ma nic wspólnego z rzeczywistym Forum, gdzie spotyka się biznes z władzą, ale jednak… Kaczyński mówił wprost, patrząc w oczy do swoich „nowych elit”, stworzonej nomenklatury, która finansuje i ma finansować jego i jego partii władzę dostając w zamian przyzwolenie na swobodne nabijanie sobie kabzy. Zrozumieli na pewno; będą rycerzami, którzy sfinansuję tę krucjatę.

Narodowa megalomania nie jest samodzielnym bytem. Łączy się ze skrajną niekompetencją, niechlujstwem intelektualnym i organizacyjnym, bo realizuje się w świecie nierzeczywistym. Z tego samego powodu przyzwala na łupiestwo i rozkradanie majątku publicznego. Dzieli ludzi na swoich i obcych. Mami „swoich” ich „wyjątkowością”, innych zwalcza głosząc coraz to nowe zagrożenia. Ten konglomerat co prawda prowadzi do katastrofy ale też jest jakże „swojski”, obecny w domach, w relacjach między ludźmi, znany nam z historii, literatury, malarstwa niejednokrotnie przez wielu afirmowanych. Czy Kaczyński taki właśnie jest czy wybrał tę drogę cynicznie, by zdobyć i utrzymać władzę właściwie z perspektywy dziejącej się na naszych oczach historii nie ma większego znaczenia.

Co zatem robić? Przede wszystkim nie możemy przyjąć, że „nienormalność” jest „normalnością” a urojenia są rzeczywistością. Konieczna jest jedność i wspólnota wszystkich, dla których „białe jest białe a czarne jest czarne”, zdolnych do krytycznego i racjonalnego myślenia i którzy w integrującej się Europie widzą swój dom i przyszłość. Miejmy nadzieję, że jest nas wystarczająca większość więc nie szukajmy różnic i niuansów, bo sprawy nabierają fatalnego biegu. Narodowa megalomania w literaturze czy ogólnie w sztuce jest tylko szkodliwa i zazwyczaj budzi zażenowanie, czasem śmiech czy politowanie i na ogól jest kompletnie niezrozumiała dla innych, nie zza tego parawanu ale w głowach u ludzi mających władzę, w polityce, w integrującym się świecie, który wymaga uznania uniwersalnych wartości i praw, odpowiedzialności i kompetencji, partnerstwa i kompromisów jest jak pocałunek śmierci. Prowadzi do upadku.

Na koniec przypomnę, bo to w gruncie rzeczy o tym samym: https://pawelbujalski.blog/2022/06/18/18-06-2022-polskosc-to-nienormalnosc-donald-tusk-1987/

foto: 07.08.2022. Jarosław Kaczyński podczas panelu na Forum Ekonomicznym w Karpaczu w towarzystwie Krasnodębskiego, Legutki i chyba Bronisława Wildsteina . (Fot. Tomasz Pietrzyk) za Gazeta Wyborcza.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s